Wersja twojej przeglądarki jest przestarzała. Zalecamy zaktualizowanie przeglądarki do najnowszej wersji.


A teraz - trochę wiedzy: informacje o poszczególnych postaciach

Kilknij nazwę, aby szybko przejść do wybranej postaci:

Czarownica ψ
Diabeł ψ
Gierach ψ
Kłobuk ψ
Krasnoludek ψ
Rusałka ψ
Smętek ψ
Topich ψ
Wiła ψ
Zmora ψ

 

Babojędza

Babojędza według wierzeń Mazurów, to duch łagodny czy wręcz pożyteczny wychowawczo. Straszono nim dzieci, aby nie wychodziły w zboże rwać kwiatów. Wiara w jej istnienie nie była na Warmii i Mazurach zbyt powszechna, chociaż zdarzały się ostrzeżenia przed wychodzeniem w południe na pole w zboże. Miała tam właśnie czyhać babojędza (nazywaną też żytnią babą czy żytnią matką),

Babojędza to demon pól, znany także jako południca. Zostawiano dla niej w darze ostatni snop zżętego zboża w podzięce za plony. A straszono nią nie tylko dzieci - przestrzegano też dorosłych, by nie zasypiali na polu, bo południca mogła sprowadzić na nich choroby.


Prowadza baba po polu,
Łobżerała się kąkolu.
Babo, babo, czego żadasz ?
Czy głośnego czy cichego ?

 

 

 

Czarownica

 

         Zjawiskiem powszechnie znanym niemal u wszystkich ludów była wiara w możliwość wyrządzania zła lub dobra za pomocą czarów. Warmińskie i mazurskie czarownice miały w sobie bardzo dużo z wyobrażeń ogólnopolskich. Ich działalność łączono z diabłem i uchodziły obie za „oswojone" czy nawet mniej szkodliwe. Znano nawet czarownice dobre, które odczarowywały i leczyły. Osoby zajmujące się czarowaniem były najczęściej kobiety o czerwonych oczach, zwłaszcza stare i z usposobienia milczące. Często bywały nimi osoby ułomne, albo rzucające się w oczy z powodu wad cielesnych. Opinie czarowników mieli też żebracy. Panowało przekonanie, że czarownice albo czarownicy mogą uczynić ludziom wszelkie zło za pomocą złego spojrzenia. chuchnięcia, dotknięcia, posypywania albo dając coś do zjedzenia.Wielkie obawy budziło "złe spojrzenie". Wiązano z nim powstanie kołtuna lub nagłe kalectwo.

Sposoby na czary
Przed czarami chronił znak krzyża nakreślony poświęconą kredą na drzwiach domu i bramy w dzień św. Jana wieczorem lub w Wigilię Trzech Króli. Bezpieczeństwo i szczęście zapewniano wsi jeśli oborano ją pługiem zaprzężonym w parę czarnych koni.

 

Cioty inaczej Złote baby albo wróżki lub czarownice - kobiety zajmujące się u Słowian magią.
Cioty mieszkały zwykle w lasach(unikały wścibskich oczu), ale jeśli im się chłop spodobał to przyjmowały postać piękną i uwiódłszy swego wybranka, mieszkały z nim we wsi i nikt ich od zwyczajnej dziewczyny odróżnić nie umiał. Głównym zajęciem Ciot było leczenie okolicznej ludności. Odbywało się to następująco:
Ciota odurzała się mieszaniną wywarów z Bieluniu (datury) i muchomora czerwonego, (obie rośliny są halucynogenne, ale dosyć toksyczne, więc pewnie znały jakąś odtrutkę). W tym transie mogły zobaczyć, co dolega choremu i jakie są środki zaradcze na jego przypadłość. Ponadto wróżyły i za opłatą mogły przepowiadać przyszłość.
Jednak poza leczeniem i wróżeniem były Cioty dość kapryśne, i z byle powodu mogły sprowadzić nieszczęście. Uroki czyniły na nabiale i drobiu, i zdrowych czyniły chorymi. więc lepiej było się im bez potrzeby nie naprzykrzać. Kiedy zaczarowały jedzenie, wtenczas zdradzały to ogień lub kipiąca woda.
Aby się przed ich urokami uchronić, trzeba było na przykład odwrócić garnek uchem do ognia. Miało to taką siłę, że czarownica musiała przyjść do tegoż domu, gdzie chciała czynić zło. Wtedy pierwszą kobietę, która otworzyła tylko drzwi, uznawano za czarownicę. Aby odpędzić czarownice od domu, przybijano na progu podkowę; czarownice bały sie ponadto ziół zbieranych podczas sobótkowej nocy.
Moc czarownic wzrastała szczególnie podczas zaćmienia słońca i księżyca, a także w dniach przesileń słońca - latem i zimą.

  Diabeł

DIABEŁ  diabuł, szatan, zły, zły duch, lucyper, czort, czart, Belzebuh, kusiciel,
niedobrzyciel, smok, tenfel, mamun.


Diabła przedstawiano jako istotę bardzo głupią, łatwo się dającą ludziom oszukać, z której można było się naśmiewać.
Diabeł trzymał w ręku widły, miał sierść , cztery nogi, krzywy i duży nos, czasami koński łeb, kopyta i straszną mordeczkę. Czasami jeździł na koniu. Inna wersja - to diabeł był w kusym czarnym fraku, czarnym cylindrze, z ogonem,
z rogami czy kopytkami. Najważniejsze w tym, że nasz diabełek był też formą niewidzialną lub też często
przybierał różne postacie, ponoć ptaka, wrony lub czarnego psa.

 

 

 

 

 Gierach

W Prusach i na Śląsku w XVII i do połowy XVIIIw. grasował najprawdziwszy wampir. Nazywano go różnie: Gierach, Stryz lub Wieszczy. Ostatni raz zaatakował w 1750r. Potem widać ktoś przytomny uśpił go na długi czas. A wystarczyło posypać jego grób makiem!
Inny sposób unieszkodliwienia tego wampira polegał na włożeniu do grobu splątanej sieci rybackiej. Od tej chwili wampir, zamiast wychodzić nocą na polowania, siedział w trumnie i rozplątywał sieć. A szło mu opornie - jedno oczko na rok.

 

 

 

Kłobuk

    Jest jednym z najpopularniejszych złych duchów, Na Mazurach nazywany kołbukiem, chobołdem, latańcem lub złym. Demon ten nie był typowym diabłem, gdyż nie zabiegał o duszę człowieka. Za swoje usługi wymagał jedynie troskliwej opieki. Jak go sobie wyobrażali ludzie?
Kłobuk  była to istota występująca pod postacią czarnej kury, sowy albo małej małpki z bardzo dużym ogonem. Wiemy , że takie istotki dostawały się wszędzie nie zważając na zamki i zasuwy. Kłobuk bardzo lubił ludzi , a najbardziej z nimi przebywać i nawet zamieszkiwać, a ludzie o niego bardzo dbali. Najbardziej znana wersja wierzeń związanych z pozyskiwaniem Kłobuka dotyczyła czarnej , zmokłej kury, która pojawiała się przy wybranym gospodarstwie. Należało ją osuszyć i ogrzać w domu, a następnie otoczyć troskliwą opieką i zapewnić ciemne pomieszczenie, najlepiej na strychu, w beczce z piórami. Mógł być też ciemny pokój z ciepłą pierzyną - takie wymogi miał nasz warmiński Kłobuczek.
    Ale to nie wszytko - wymagał on też dobrego jedzenia - najlepiej jajecznicę z tłustymi skwarkami. Nie gardził też kluskami z winem i tak troskliwie pielęgnowany nie opuszczał mieszkania w ciągu dnia, dopiero ciemną nocą rozwijał swoją działalność. Kłobuk najbardziej efektownie pracował w ciemną noc z czwartku na piątek.

    Kłobuki są to skrzaty domowe. Nie są dokładnie domownikami, ale taką pracą zajęły się na Mazurach. Ale gdzie im tam do prawdziwych ubożąt! O dom niby i dbają, ale tylko wtedy kiedy gospodarz jest wobec nich bez zarzutu, przy najmniejszym uchybieniu stają się złośliwsze niż urażony kot. To one właśnie sikają do mleka i plączą koniom grzywy. Prawdziwy słowiański domownik na nic takiego by sobie nie pozwolił! Kłobuki łączy mianowicie jakoweś pokrewieństwo z niemieckimi koboldami, (które zresztą też się u nas zadomowiły). A, i mają one, kłobuki znaczy się jedną paskudną cechę. Kradną. Jak coś potrzeba w gospodarstwie to od sąsiada podwędzają.... I wytłumacz, tu potem na przykład rozsierdzonemu drwalowi, że to nie ty, to twój domowy kłobuk...

Kłobuk był duszkiem złym albo dobrym, w zależności od tego, jak gospodarz sobie z nim poczynał. Jeśli otaczał go serdecznością i opieką przysparzał mu wszelkiego dobra. W wierzeniach ludowych kłobuka przedstawiano różnie - w postaci czarnej kury, koguta bądź sowy. Sowa kojarzy się także z mądrością i rozwagą.

Krasnoludek

KAUTKI -KRASNOLUDKI
            Były to malutkie ludziki kilkucalowe. Czyniły wiele dobrego i odznaczały się wielką pracowitością. Kautki to wedle wierzeń pruskich 'tyle co kraśnięta, wzrostu na palec, z czerwoną czapeczką męskie, z białym zawojem żeńskie, mieszkają pod ziemią, w zaułku, między drwami, odwdzięczają się za starania o nie chodzeniem koło bydła, znoszeniem zboża, itd. Chcąc się gdzie osiedlić, zrzucają w izbie nocą wióry i zanieczyszczają mleko; jeśli gospodarz wiórów nie rozrzuci i mleko, nie wybierając plugastwa, z domownikami spożyje, Kautki u niego zagoszczą. Tak to plemiona pruskie odeszły do historii, a Kautki zostały i nadal są chętne pomagać tym, którzy o nich pamiętają. Czyli Kautki to dobre duszki Prusaków. Jeśli chodzi o te ogniki bagienne to najstarsze skarby zakopane musiały co sześć lat się oczyszczać i wtenczas nad bagnami widać było, jak się palą najpiękniejszymi płomieniami. Kiedy się tak oczyściły znowu zapadały głęboko w ziemię.
        Każdy biedak marzył o znalezieniu ukrytego skarbu. Marzeniem Warmiaków było odnalezienie takiego skarbu. Istniało nawet przekonanie , że gdyby w chwili kiedy się czyszczą skarby, poszłoby się z łopatą kopać to znalazłoby się ten skarb. Niestety , zazwyczaj strach wszystkich powstrzymywał. Dlatego znaleziono inną metodę czarów odnalezienia skarbów. Otóż kto zobaczył płomień ognika natychmiast szybko zdejmował buta z lewej nogi i rzucał za siebie. W miejscu
gdzie upadł but należy kopać. Szczęściarze znajdowali wtenczas garnek lub kociołek ze złotymi lub srebrnymi monetami.

 

Rusałka

Historia rusałek jest smutna - wierzono, że te nadprzyrodzone istoty powstały z dusz zmarłych zaręczonych dziewcząt, lub tych, które popełniły samobójstwo. Potem jest już lepiej - rusałki były młode i piękne. Zimą mieszkały w jeziorach, na wiosnę przenosiły się na nadbrzeżne łąki i pola. A przy pełni księżyca tańczyły. I tu znowu zgroza - biada temu, kto w ich korowód się dostał - mógł zostać porwany, utopiony lub zatańczony na śmierć. W najlepszym razie mógł dostać paraliżu lub pomieszania zmysłów.

Rusałki - zwane też boginkami, pomniejsze boginie wody. Porównywalne do wodnych nimf greckich. Mieszkały w rzekach i jeziorach. Miały długie włosy, nosiły wieńce z kwiatów i powłóczyste białe szaty, ale też często preferowały absolutną nagość. Najczęściej milczały, ale potrafiły pięknie śpiewać. Wychodziły z wody w nocy, aby tańczyć w świetle księżyca.

Ich święte drzewo to jawor, a święto było na początku maja - tak zwany Tydzień Rusałek - wychodziły wtedy z wody w dzień i siadywały na jaworowych gałęziach. Ludzie świętowali wtedy odpoczynkiem od pracy i pływaniem. Był to pierwszy czas w roku, kiedy można i wolno było się kąpać. Rusałki potrafiły ukarać za nieposłuszeństwo kobiety, które pracowały w tym czasie.

Rusałką mogła stać się kobieta, która jeszcze się w nikim nie zdążyła zakochać. Jeśli w nocy natknęła się na korowód rusałek, zostawała jedną z nich. Nie mogła wrócić potem do domu, tylko przyglądała się z daleka swemu obejściu. Następnego ranka jej rodzina znajdywała porzucony wianek koło domu.

Rusałki bywały niebezpieczne dla mężczyzn, których wabiły pięknym śpiewem. Mężczyzna zwabiony przez rusałki tonął w wodzie albo zostawał zatańczony na śmierć.

Smętek

Smętek pruski to także diabeł, ale jakby starszy, zmęczony, już nie tak mocny jak ten, co nad Bałtykiem grasował. Jeździł po mazurskich i warmińskich lasach na czarnej kozie z białą strzałką na głowie. Był wysokiego wzrostu, w podeszłych latach, z długą, siwą brodą. Na głowie nosił lisią czapę, spod której wystawały gęste, siwe włosy, rzadko kiedy porządnie uczesane. A na szyi miał jemiołowy wieniec .
Choć już stary, nadal był panem i władcą wszystkich Kłobuków, topników, wilkołaków, krasnoludów i innych stworów nieziemskich. Potrafił ludzi nastraszyć a oni wołali za nim:

 

„Bies! Bies! Utrapsiony psies!
My cię, Smyntku, zabzijem
Lescynowym kijem.
Tak cię spierzem po pośladku,
Aż zabacys łojca, matki”

 

Smętek siadał na kamieniu i tak pomstował:

 „ Skaranie z takim narodem! Dawniej to osobę szanowali, bali się mojej osoby, truchleli. Ba, dawniej! Ej, moresu nauczyć trzeba!”

Topich

 TOPNIK, UTOPEK, TOPICH
        'Topnika wyobrażano sobie jako istotę często nagą, niewielkiego wzrostu, mokrą i ubabraną błotem, lub jako chłopca w wieku 3-6 lat, ubranego w czerwoną czapeczkę i czerwony kubraczek przepasany sznurem (iście krasnoludek?), albo jeszcze inaczej jako postać małą, chudą, bladą lub czarną, o bardzo długich rękach i bardzo długich palcach i włosach zlepionych wodą. Topniki siedziały w
każdym jeziorze i musiały co pewien czas kogoś utopić. Topienie ludzi było jakby smutnym przeznaczeniem topników, koniecznością, od której nie chciały i nie mogły się wyzwolić.'
Topich - to taki mały chłopiec w czerwonej czapeczce mieszkający w jeziorach. Gdy Topichy wypływają na wierzch trzy razy klaszczą w ręce i na powrót chowają sie w wodzie, co oznaczało , ze ktoś już idzie do wody . Chyba nie rozrabiały i nie psociły, były spokojne i tylko czekały nucąc pioseneczkę
"'Czas jest już i godzina żadnej duszy nima'. -, " Dziewczyny słysząc te słowa uciekały z piskiem do chat, zawierały okna i dopóki nie usłyszały głośny plusk w wodzie, co oznaczało , ze Topich uciekł do wody, wtedy dopiero wychodziły. A
najczęściej było tak , że to chłopaki nucili te słowa, żeby przestraszyć dziewczyny, a później sami robili ten plusk wody.

        Topich brzmi ładniej niż topnik,. Otóż przed topnikiem, jak i przed innymi duchami wodnymi, miały chronić w gospodarstwach położonych blisko jezior, wycięte w kształcie głowy słupy wmontowane w bramy od strony jeziora.
Szpetny topich - związany jest z żywiołem wodnym. Nie ma przed nim ucieczki. Przyciąga on ludzi i gubi w toniach wód. O tym, jak wielka jest moc tego stwora, wspomina podanie ludowe zanotowane przez Oskara Kolberga:

        
„Jegomość pewien jechał wózkiem w noc ciemną nad brzegiem jeziora, mającego, równie jak inne, swego topicha. Woźnicy jego dokuczało pragnienie, chciał się więc zatrzymać i ugasić je wodą z jeziora zaczerpniętą. Pan jego, znający właściwości jeziora usłyszał, gdy nadjechali z głębi tegoż jęczący i skarżący się głos topichs, domagający się corocznej swej ofiary. Wielkie prośby i nakazy pana, by fornala od picia powstrzymać, były daremne; chciał on konieczne zsiąść z kozła i biec do jeziora. Gwałtownym jedynie środkiem można było temu zapobiec. Więc pochwyciwszy nagle z rąk fornala lejce, zaciął pan sam konie ostro i w największym pędzie do najbliższej pospieszył wioski. Tu, zatrzymawszy się przed szynkownią, kazał fornalowi wynieść szklankę piwa. Ten też je zaraz wypił duszkiem; lecz zaledwie szklankę spełnił, przechyl się i upadł martwy na ziemię. Nie minęło go więc przeznaczenie, bo topich musiał mieć swoja ofiarę – choćby za pośrednictwem piwa.”

  Wiła

    Wiły mieszkały w wodach i lasach, ale potrafiły także przebywać w chmurach. Bywały złośliwe i sprowadzały nadmierny deszcz lub gradobicie, niszcząc plony. Ale jeśli ktoś zyskał ich przychylność, pomagały w pracy, przepowiadały przyszłość i uczyły sztuki leczenia.

Opiekunką magii i czarownic była Wiła. Zapewne dlatego, że zajmowała się białą magią, nie wyglądała staro, brzydko i szkaradnie jak najczęściej widziano czarownice. Wiła miała skrzydła i szybko przenosiła się z miejsca na miejsce. Nie miała litości dla karanych przez bogów, chociaż niekiedy zdradzała im wyroki piekieł. Adam Mickiewicz tak pisał o niej w "Literaturze słowiańskiej" (1841r.):
    "Wila jest coś na kształt jeniuszów, gnomów sylfów. Łączy w sobie własności tych wszystkich tworów fantazji. Poeci wyobrażają sobie ją zawsze jako dziewice cudnej piękności. Unosi się ona w powietrzu; ugania się za obłokami. Niebezpiecznie jest spotkać się z nią, a tym bardziej przerwać jej mitrygę (zabawę). Niekiedy udziela dobrych rad podróżnym; częściej jednak zwodzić ich zwykła".

Zmora

                Na Warmii i Mazurach była bardzo rozpowszechniona wiara w mary (zmory). Wyobrażano je sobie jako ludzi zaczarowanych, przybierających postać kota, psa, słomki, jabłka itp. Był to duch, który przychodził w nocy dręczyć śpiących.
Obejmował łapami śpiącego tak, że ten zaledwie mógł oddychać, jednocześnie zaś całował go i lizał.
Aby ustrzec się od zmory, należało położyć się na brzuchu. Wtedy rozgniewana odchodziła. Jeżeli jednak udało się jej całować twarz śpiącego, to wkładała do jego ust język tak mocno, że nie mógł krzyczeć. Podczas duszenia człowiek był całkowicie przytomny, ale nie mógł się ruszyć. Zmora mogła także dusić bydło, koniom zaplatać warkocze, dręczyła również drzewa, ogień i ptaki.

Zmora - była zwana też kikimorą lub marą, (stąd powiedzenie "sen - mara, Bóg wiara").

    Mara to dusza człowieka, który zmarł nagłą śmiercią bez rozgrzeszenia. Jej specjalnością było bolesne duszenie śpiących, a szczególnie dziewek. Zmora zaś mogła być duszą zmarłej osoby, ale równie dobrze mogła to być złośliwą duszą żyjącej osoby, która korzystając ze snu "właściciela" opuszczała jego ciało i używała ile wlezie. Dana osoba mogła nawet nie wiedzieć, że jej sen uwalniał zmorę. Zmorami często bywała siódma córka danego małżeństwa. Na "zmorowatość" wskazywać też mogły zrośnięte nad oczyma brwi lub różnokolorowe oczy. Zmora lubiła się w nocy sadowić na piersiach śpiącej osoby i powoli pozbawiać ją tchu. Zmora miała możliwość transformacji w rozmaite zwierzęta: kota, kunę, żabę, mysz a także w przedmioty martwe, jak słomka czy igła.

    Jak można było uchronić się przed zmorą i marą? Skuteczną metodą była zmiana pozycji snu - tzn. należało położyć się w łóżku odwrotnie, tam gdzie nogi - głowa. Myliło to większość demonów. (od autora: co za inteligencja) Dodatkowo można było spać ze skrzyżowanymi nogami. A jeśli obudzimy się w nocy i ujrzymy dławiącą nas zmorę (lub marę) możemy obiecać jej sera, bo powszechnie wiadomym było, że demony te uwielbiają nabiał. Ale biada jeśli ktoś nie dotrzymał obietnicy - wkurzona kikimora zaduszała takiego delikwenta na śmierć.

    Ogólnie był to demon dość naprzykrzający się ale łatwy do okpienia i zasadniczo nieszkodliwy. Szczególną odmianą zmory był inkub i sukkub, czyli demon objawiający się pod postacią mężczyzny lub kobiety i kochający się ze swą ofiarą, czasem za jej zgodą, czasem bez, czasem na jawie, czasem (częściej) we śnie. Jeśli jakaś dziewka w czasie snu stękała i miotała się po łóżku to niewątpliwie właśnie jakiś demon się z nią zabawiał. Wskazane było ją szybko zbudzić, bo inaczej mogło się to skończyć ciążą i to wcale nie wyśnioną tylko jak najbardziej rzeczywistą.

Straszydła?

R U S A Ł K A

"...wierzono, że te nadprzyrodzone istoty powstały z dusz zmarłych zaręczonych dziewcząt..."

 

B A B O J Ę D Z A

"...to duch łagodny czy wręcz pożyteczny wychowawczo. Straszono nim dzieci, aby nie wychodziły w zboże rwać kwiatów."

 

K Ł O B U K

"Czasem figluje, czasem pomaga,
lecz nigdy nie wie, co to powaga."

Polityka cookies

Ten serwis korzysta z plików cookies do przechowywania informacji na twoim komputerze.

Czy akceptujesz?